

"skrępowani
dzieciństwem"
Kiedy nie wiem, kim jestem
z Agnieszką Litwą-Janowską,
dyrektorem Krakowskiego Centrum Terapii Uzależnień
rozmawiają Pastuszak i Sławomir Rusin
dyrektorem Krakowskiego Centrum Terapii Uzależnień
rozmawiają Pastuszak i Sławomir Rusin
Zacznijmy od nazwy. Jak rozumieć określenie „dorosłe dziecko alkoholika"?
Termin ten ukuty został w Stanach Zjednoczonych, niemal równocześnie z rozpoczęciem programu samopomocy dla anonimowych alkoholików. Zauważono, że istnieje pewna zależność między osobą długotrwale nadużywającą alkoholu, a pozostałymi członkami jego rodziny, którzy niejako adaptują się do sytuacji uzależnienia. Początkowo uważano, że domowe otoczenie alkoholika reaguje podobnie. Okazało się jednak, że w inny sposób radzą sobie dorośli partnerzy, którzy mogą mieć większy wpływ na daną sytuację, a w inny sposób dzieci, które zmuszone są do trwania w wykreowanej przez rodziców czy opiekunów destrukcyjnej rzeczywistości. Osoby, które wychowywały się w rodzinach z problemem uzależnienia od alkoholu, nazywa się zwyczajowo DDA. Jest to określenie wskazujące na źródło trudności adaptacyjnych, z jakimi muszą radzić sobie te osoby, a więc na ich przeszłość. Nie jest to opisana klinicznie jednostka chorobowa, lecz etykieta. Psychoterapeuci mówią raczej o syndromie DDA, czyli charakterystycznym zespole cech występujących u części osób dorosłych, które dorastały w określonych warunkach systemu rodziny z problemem uzależnień.
Termin ten ukuty został w Stanach Zjednoczonych, niemal równocześnie z rozpoczęciem programu samopomocy dla anonimowych alkoholików. Zauważono, że istnieje pewna zależność między osobą długotrwale nadużywającą alkoholu, a pozostałymi członkami jego rodziny, którzy niejako adaptują się do sytuacji uzależnienia. Początkowo uważano, że domowe otoczenie alkoholika reaguje podobnie. Okazało się jednak, że w inny sposób radzą sobie dorośli partnerzy, którzy mogą mieć większy wpływ na daną sytuację, a w inny sposób dzieci, które zmuszone są do trwania w wykreowanej przez rodziców czy opiekunów destrukcyjnej rzeczywistości. Osoby, które wychowywały się w rodzinach z problemem uzależnienia od alkoholu, nazywa się zwyczajowo DDA. Jest to określenie wskazujące na źródło trudności adaptacyjnych, z jakimi muszą radzić sobie te osoby, a więc na ich przeszłość. Nie jest to opisana klinicznie jednostka chorobowa, lecz etykieta. Psychoterapeuci mówią raczej o syndromie DDA, czyli charakterystycznym zespole cech występujących u części osób dorosłych, które dorastały w określonych warunkach systemu rodziny z problemem uzależnień.
To przez nas
matka się tak męczy
EWA CZARNOTA-HAŃCE
Osoby często zgłaszające się po pomoc jako ddA, przychodząz przekonaniem, że podczas terapii analizować będą wpływ, jaki wywarło na nich picie rodzica. W trakcie leczenia okazuje się jednak, że nie jest to jedyny problem, z jakim muszą się zmierzyć. Aby rozstać się z koszmarem dzieciństwa, trzeba też zająć się tym, co często jest trudniejsze, a jednocześnie delikatne i bolesne - relacją z niepijącym rodzicem
nie bądź niewolnikiem wspomnień
z o. Józefem Augustynem SJ
rozmawiają Urszula Jagiełło i Joanna Pastuszak
rozmawiają Urszula Jagiełło i Joanna Pastuszak
Mówi się, że DDA mają szczególne trudności ze swoją emocjonalnością. Czy to prawda?
Bardzo złe wrażenie robi na mnie określenie DDA. Brzmi bardzo technicznie. By je zrozumieć, trzeba najpierw wytłumaczyć, że jest to żargon psychologiczny. Skrót DDA stygmatyzuje, piętnuje. Ma on uzasadnienie raczej w kręgu profesjonalistów. Do każdego człowieka należy podchodzić indywidualnie. Emocjonalność DDA, wbrew pozorom, nie różni się niczym od emocjonalności każdej innej osoby. Problemy dzieci wywodzących się z rodzin alkoholowych nie są wyjątkowe i nie trzeba ich eksponować jako czegoś nadzwyczajnego. Wszyscy mamy jakieś problemy i to nieraz wcale nie mniejsze niż dzieci alkoholików, a stygmatyzacja i sugerowanie, że DDA są wyjątkowo trudne i skomplikowane wcale im nie pomaga. Uczucia dorosłych dzieci alkoholików należy traktować tak, jak uczucia wszystkich innych. Owszem, życie w rodzinie z problemem alkoholowym powoduje duże trudności, ale ich jakość zależy w dużym stopniu od tego, jaki typ osobowości posiada alkoholik. Jego wpływ na rodzinę będzie tym większy, im silniejszą ma osobowość oraz im mniejszą odporność na jego zachowania będą przejawiać członkowie rodziny.
Bardzo złe wrażenie robi na mnie określenie DDA. Brzmi bardzo technicznie. By je zrozumieć, trzeba najpierw wytłumaczyć, że jest to żargon psychologiczny. Skrót DDA stygmatyzuje, piętnuje. Ma on uzasadnienie raczej w kręgu profesjonalistów. Do każdego człowieka należy podchodzić indywidualnie. Emocjonalność DDA, wbrew pozorom, nie różni się niczym od emocjonalności każdej innej osoby. Problemy dzieci wywodzących się z rodzin alkoholowych nie są wyjątkowe i nie trzeba ich eksponować jako czegoś nadzwyczajnego. Wszyscy mamy jakieś problemy i to nieraz wcale nie mniejsze niż dzieci alkoholików, a stygmatyzacja i sugerowanie, że DDA są wyjątkowo trudne i skomplikowane wcale im nie pomaga. Uczucia dorosłych dzieci alkoholików należy traktować tak, jak uczucia wszystkich innych. Owszem, życie w rodzinie z problemem alkoholowym powoduje duże trudności, ale ich jakość zależy w dużym stopniu od tego, jaki typ osobowości posiada alkoholik. Jego wpływ na rodzinę będzie tym większy, im silniejszą ma osobowość oraz im mniejszą odporność na jego zachowania będą przejawiać członkowie rodziny.
W stronę dorosłości
Pożegnanie z etykietą DDA
KATARZYNA GRUCA
Pracuję w poradni, która specjalizuje się w pracy z osobami z syndromem dorosłego dziecka alkoholika. Większość moich pacjentów na pierwszym spotkaniu mówi o sobie: „jestem ddA", „jestem ddd". Sama używam tych określeń często, choć ich nie lubię. Tymczasem, głównym celem mojej pracy jest sprawienie, aby określenie ddA było jedynie fragmentem historii i tożsamości osoby, aby pacjent z dorosłego dziecka alkoholika stał się osobą, która wychowała się w domu z problemem alkoholowym, a teraz buduje swoje własne dorosłe życie



