
Niektóre zapachy są tworzone tam, gdzie nie ma pośredniego punktu widzenia. Użyte akordy lub nuty dzielą tak bardzo, że ktoś lubi je lub nienawidzi. Dom perfumeryjny z Brooklynu, nadzorowany przez Carlosa Kusubayashi, A Lab on Fire, wydaje się naprawdę tworzyć perfumy, które generują tego rodzaju reakcje przeciwne biegunowo. Dwa wydawnictwa, Paris*LA i Made in Heaven, to podejście marki do gourmandu w innym stylu.
Paris LA ma być tym, czym Los Angeles wygląda dla paryżanina, a perfumiarz Laurent Le Guernec zdecydował, że Coca-Cola i makaroniki uchwycą tę dychotomię. Już tam słyszę, jak ludzie myślą: Co takiego, Coca-Cola i makaronik? Aby być szczerym, muszę przyznać, że taka była moja reakcja podczas czytania składu nut. Pan Le Guernec wykonuje świetną robotę, uwieczniając błyskotliwość LA i paryżanki szukającej czegoś, co przypomni jej o domu.
Nuta otwierająca Paris LA to jasny podmuch kluczowej limonki. To jak wysiadanie z samolotu kiedy słońce uderza prosto w oczy. Fundamentalna limonka to środek przyciągający uwagę węchową, który jednak dość szybko się wypala. Następnie pojawia się akord coca-coli, będący połączeniem gazowanych aldehydów, imbiru i karmelu. Musujące aldehydy są precyzyjnie dostrojone, aby nie potykać się o ich bardziej prowokacyjną naturę. Tutaj zapewniają bardziej musujące tło niż cokolwiek innego. Następnie pojawia się akord makaronikowy waniliowy i migdałowy z przodu.
Ponieważ wszystkie najlepsze makaroniki są aromatyzowane, perfumiarz dodaje subtelne nuty neroli, kolendry i tymianku. Przejmują akord deserowy i dodają mu trochę tekstury. Akord coca-coli przetrwał i do ostatnich godzin jest to mieszanka słodkości, ponieważ akordy coli i makaroników łączą się, tworząc pachnącą cukrową gorączkę. Możecie zdecydowanie umieścić mnie w kategorii kocham to, ponieważ zarówno akordy coli, jak i makaronika działają bardzo dobrze na mojej skórze. Myślę, że dla tych, którzy nie przepadają za słodkimi gourmandami, wzbudzi to inne emocje.
Bardzo lubię obserwować sytuację, w której Kusubayashi zatrudnia perfumiarza, który większość swojej pracy wykonał w nie niszowej stronie biznesu i daje mu swobodę tworzenia. Made in Haven opracował Pascal Gaurintak pracujący dla IFF, a w ramach firmy działa oddział Laboratoire Monique Remy (LMR), który jest grupą produkującą unikalne naturalne absoluty przy użyciu najnowszych technik naukowych. Ze swej natury są to drogie surowce, a większość mainstreamowych wydań użyłaby odrobiny jednego, aby zmieścić się w budżecie. Gaurin uwolniony od ograniczeń ekonomicznych używa pięciu z tych znakomitych absolutów kwiatowych. Jedna z pozostałych nut musiała być akordem, który perfumiarz miał na półce i chciał użyć, ponieważ pod przezroczystymi kwiatami znajduje się podstawa płatków zbożowych.
Made in Heaven zaczyna się od absolutu magnolii o drzewno-kwiatowych niuansach, do której dodaje mandarynki i szafran. Szafran zapewnia egzotyczny efekt, a mandarynka dodaje cytrusowej energii. Podczas gdy magnolia jest lekka i delikatna, w polu widzenia pojawiają się nuty serca z miedzianym, białym kwiatem. Absoluty jaśminu, tuberozy i kwiatu pomarańczy przejmują serce Made in Heaven. Wszystkie trzy z tych absolutów ukazują kwiat w nieskazitelnym, przypominającym klejnoty świetle reflektorów. Jeśli się na tym skoncentrujesz, możesz wyłowić każdą nutę z osobna. Razem wszystko jest boskie. Baza składa się z akordu zbożowego i dla mojego nosa pachnie tak, jak amerykańskie płatki śniadaniowe Cap’n Crunch po pierwszym otwarciu pudełka. Cukrowa słodycz wanilii przebija się przez kwiaty i zaskakująco dobrze miesza się z nimi. Zwłaszcza jaśmin wydaje się naprawdę pasować do płatków zbożowych. Znacznie później absolut irysa zaczyna się wypełniać, gdy kwiat pomarańczy znika. Całości dodaje lekko pudrowe wykończenie. Bardzo lubię, kiedy perfumiarze mogą używać dobrych rzeczy. Absoluty LMR są takimi dobrymi rzeczami, a Gaurin pokazał je w taki sposób, aby dotarło do nas dlaczego są tak wyjątkowe.
Zarówno Paris LA, jak i Made in Heaven nadal pokazują, dlaczego A Lab on Fire to jeden z najbardziej ekscytujących niszowych domów na scenie. Pan Kusubayashi, który pozwala perfumiarzom mieć jak najwięcej swobody w tworzeniu, prowadzi do perfum, które możesz kochać lub nienawidzić, ale nigdy się nimi nie znudzisz.